czwartek, 24 listopada 2011

Nieopisujący opis

Witam!
Nareszcie znalazłam czas, aby coś tu dodać. To pierwszy mój wpis, więc chyba wypadałoby się przedstawić, powiedzieć kilka słów o sobie, ale.... Hm, jestem, tylko lub aż, człowiekiem. I opisywanie siebie na blogu  z pewnością nie odda nawet 5% prawdy o mnie. No, ale spróbujmy.
Lubię się śmiać i czasem robić z siebie idiotkę. Niektórzy nie zauważają nawet, że to co mówię to czysty sarkazm i moje wypowiedzi nie są dla nich miłe, więc nie muszę kryć się z docinkami. Ale czy lubię ludziom jakoś szczególnie dogryzać? Chyba nie, po prostu śmieszy mnie ludzka naiwność, głupota, infantylność. Inne wady nie są takie złe, przecież nie muszę się ze wszystkimi zadawać.
Wiecie już co denerwuje mnie w jednostce, jednak jeśli chodzi o ogół społeczeństwa, sprawa ma się inaczej. Tutaj przyczepić się mogę do naszej obojętności, nieszczerości, oceniania ludzi po pierwszym wrażeniu i naszym polskim braku tolerancji. Popadamy ze skrajności w skrajność. Jak się modlimy, to na całego, nie używamy mózgu i ślepo przyjmujemy wszystko, co nam każą. A prawdziwie myślący człowiek musi mieć wątpliwości, musi myśleć, zastanawiać się i jeśli  już uważa się za katolika z krwi i kości,  to uczą nas od małego miłosierdzia, tak? Moi drodzy katole: miłosierdzie to to samo, co tolerancja.
Ten temat poruszyłam, by nawiązać do naszego polskiego społeczeństwa, ogółu, a to jest jedna z rzeczy, która obok temperamentu, narzekania na wszystko wokół i skłonności do alkoholu, kojarzy mi się z Polską najbardziej.
Trochę wybiegłam od tematu chyba, bo miałam mówić o sobie. Co dziwne i rzadko spotykane: lubię (choć "lubię to" nie jest odpowiednie w tej sytuacji, bo, jak napisała Szymborska  o poezji :"Lubią, ale lubi się także rosół z makaronem") poezję. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki i słońca, a weekendu bez wyjścia z przyjaciółmi. Należę do  typu wrażliwych romantyczek, ale gdy obserwuję to jak moi rówieśnicy definiują to słowo, to chyba do innego nurtu romantyczek należę. Hm, czytam praktycznie wszystkie gatunki, choć nie przepadam za fantastyką. Jestem w klasie b-ch i wiem, że kojarzyć się to może z umysłem ścisłym i ciągłym zakuwaniem, ale ja jestem leniwa, a na dodatek, jak to mówią nauczyciele muszę "opanować swoje humanistyczne ciągoty".
Phi, co mam Wam więcej pisać, poczytacie jakieś moje posty to się dowiecie kim jestem...

Szczerze współczująca tym, którzy się zanudzili na śmierć, czytając to: 
Poetycka

45 komentarzy:

  1. "po prostu śmieszy mnie ludzka naiwność, głupota, infantylność. Inne wady nie są takie złe, przecież nie muszę się ze wszystkimi zadawać."


    Tak właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, w sensie, że tez tak uważam. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem rolerancja i miłosierdzie to nie to samo. Mały szkopuł w tym, że gdybym miał wybierać: pomóc komuś biednemu, a iść na jakiś spedalony marsz równości, to wybrałbym to pierwsze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja się nie zanudziłam i zniechęcam cię do opanowywania swoich 'humanistycznych ciągot'.

    Ja też mam pewne wątpliwości do tego, że miłosierdzie to tolerancja. Miłosierdzie bardziej kojarzy mi się z pomocą i współczuciem. Ogólnie kimś dobrym. A tolerancja... może i z czymś dobrym, ale raczej z obojętnością. W sensie, że ani nie jest dobrze, ani źle. Po prostu ludzie mnie mało obchodzą.

    OdpowiedzUsuń
  5. No, dobra, może faktycznie źle to ujęłam i może nie chciałam, abyście rozumieli to tak dosłownie. Bardziej chodziło mi o to, że są one wartościami równorzędnymi i, że jedno bez drugiego istnieć nie powinno. I jeśli mamy kierować się miłosierdziem, a właśnie tak być powinno, to tolerancja też musi być! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. W ten sposób, to się zgadzam w 100%. Miłosierni katolicy jednakże już w ten sposób nie uważają, co niestety wpływa na poglądy na ten temat znacznej części polskiego społeczeństwa. Pomaganie tak, ale tolerowanie np. związków homoseksualnych - NIE.

    OdpowiedzUsuń
  7. No, a właśnie o to mi chodziło! :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę jednak wspomnieć i niejednolitości społeczeństwa i tym, że jest w nim wiele (mam nadzieje) osób, które inaczej postrzegają otaczający ich świat. Ja jestem katolikiem, raczej jestem tolerancyjny i choć to może wzniośle zabrzmieć, staram się kierować również miłosierdziem. Dla mnie rodzina nie ma czasu, to sam się muszę wychować...

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkich katolików na myśli nie miałam, przepraszam. Jedynie takich wybitnych 'katoli', którzy poza Kościołem świata nie widzą. Uwierzą w każdą rzecz powiedzianą przez faceta w sukience. Uwierzą, że czarni są źli, że homoseksualiści są źli, że ateiści są źli, że buddyści są źli, że deiści są źli, że wszystko jest złe, z wyjątkiem Kościoła. Do 'normalnych' katolików na ogół nic nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż, ja też jestem katoliczką, Kedholt, ale uważam, że najważniejszy jest otwarty umysł. I, jak widzisz, u Ciebie także przywołałam cytat z Biblii, bo to co czasem głoszą fanatycy jest całkowicie sprzeczne z tym, co jest w naszych zasadach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sechmet, masz rację. Sądzę, że większość miała kontakt z tymi bzdurami, które gadał ksiądz Natanek. Śmieć mi się chciało od tego po prostu...

    OdpowiedzUsuń
  12. patrząc po tym co dzieje się teraz, katolik i tolerancja to dwa słowa które według mnie nie idą w parze.
    Kedholt, nie chodzi tylko o Natanka.
    Chodzi o historię religii, konkretnie o książke science - fiction pod tytułem "Pismo Święte".
    Chodzi o to, co księża mówią i co robią.
    w sumie... chodzi o wszystko.
    religia robi ludziom pranie mózgu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Słowa ateistki, która nie wierzy w nic, czego nie może dotknąć. Ciekaw jestem Twojej teorii odnośnie tego, z kąd wziął się ten świat i jaki będzie jego koniec.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wtrącam się w to, kto jest ateistą, a kto nie, jednakże warto podkreślić, że ateiści to nie ci, którzy nie wierzą w nic, czego nie można dotknąć, ale nie wierzą w nic, czego nie można odczuć za pomocą któregoś ze zmysłów. Przy pierwszej definicji nie wierzylibyśmy nawet w muzykę czy zapach świeżo skoszonej trawy. (:

    OdpowiedzUsuń
  15. To ona nazwała Biblię książką sci-fi. I to niby jest tolerancja? Nie obchodzi mnie kim jest, ale na wschodzie za obrazę Koranu nie była by w stanie niczego napisać już.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ej, wiecie, że annie to ma ctrl+v? U mnie wkleiła identyczny tekst...

    OdpowiedzUsuń
  17. Miało być kontrowersyjnie, tak? Nawet sama nie wiedziałam, że rozpętam taką burzę. To było całkowicie nieświadomie. Jak widzę, moje poglądy... hm, z pewnością nie łączą ludzi. Tak więc sprostowanie: Kedholt, ateiści to nie jacyś straszni ludzie. Oni nie mają przykazań tylko własne wartości moralne i często są bardziej wartościowi niż najwięksi katolicy.
    Ruda: ja wierzę, choć też miałam chwile zawahania. I wiem, że jest trudno skoro nie ma niby żadnych znaków. Ja po prostu też musiałam dojrzeć, coś dostrzec i zauważyć.
    I jest coś takiego, bodajże jakaś teoria: że jeśli jest Bóg i coś po śmierci, to wierzącym wszystko się sprawdza. Jeśli nie, trudno, ale jest 50% szans, że dla nich skończy się to dobrze. Dla ateistów: w obu przypadkach kończy się to źle. Oczywiście, nie staram się Ciebie nawracać, po prostu przedstawiam mój pogląd. Znam kilku ateistów i uważam je za wspaniałe osoby, tylko, że uważanie Pisma Świętego to chyba obraza wierzących i brak tolerancji właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Już u Ciebie usunęła, Kedholt :D

    OdpowiedzUsuń
  19. U mnie annie też wkleiła ten tekst, ale go nie opublikowałam.. ; p

    OdpowiedzUsuń
  20. Kedholt - obraziłam Pismo Święte, zjedz mnie.
    skoro nie wszyscy katolicy tolerują mnie, to dlaczego ja mam okazywac tolerancję im?
    owszem, jestem ateistką. I to do tego musiałam dojrzec. Tak jak do tego, że zamierzam przystąpic do apostazji. To przyszło z czasem, nie tak o. Skąd się wziął ten świat? Na pewno nie został stworzony przez miłosiernego Boga.

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja zaraz i stąd i ode mnie usunę. :D Dobrze być adminem. To takie władcze i podniecające.

    Co do całej kłótni - nareszcie robi się ciekawie.
    poetycka - "I jest coś takiego, bodajże jakaś teoria: że jeśli jest Bóg i coś po śmierci, to wierzącym wszystko się sprawdza. Jeśli nie, trudno, ale jest 50% szans, że dla nich skończy się to dobrze. Dla ateistów: w obu przypadkach kończy się to źle." Może i coś takiego jest, jednak katolicy marnują sporo 'ziemskiego' czasu na modlitwy. Poza tym - istnieje takie mylne założenie, że da się kogoś przekonać do wiary. Wierzy się samemu z siebie, jeśli raz się przestało, to musi się stać coś bardzo ważnego w życiu danej osoby, żeby znowu uwierzyła. Jakieś nawracanie nic nie da. Nie mam na myśli tego, że ty nawracasz, bo zaznaczyłaś, że nie. Mam na myśli ogólnie nawracanie ateistów na katolicyzm. Czy jakąkolwiek inną religię.

    OdpowiedzUsuń
  22. sechmet ma rację - katolicy marnują swoje ziemskie życie na bycie dobrym, modlenie się i inne rzeczy które mają przybliżyc do Boga.
    ateiści sądzą że mają tylko jedno życie, więc zazwyczaj robią to na co mają ochotę, nie marnując czasu na nic.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie sądzę, żeby to było mądre, nawracanie nie am sensu. Tylko zniechęca. Ja po prostu w pewnym momencie, hm, zaczęłam wierzyć Aczkolwiek nie jestem jeszcze na tyle pracowita, żeby poświęcać tyle czasu na modlitwy xD
    Jestem nawet z siebie zadowolona, wiesz, Sechmet? Choć na początku się obawiałam, że nie będę się nadawać :)

    OdpowiedzUsuń
  24. W sensie, że nie będziesz się nadawać na bloga? Wyszło, że moje przypuszczenia co do twoich umiejętności pisarskich były słuszne. Pierwsza dłuższa dyskusja dzięki tobie. (;

    W prawdzie dysputy na tematy religijne już mi się znudziły, bo to chleb powszedni na zapytaj, ale jest to jakieś umilenie wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ruda, "katolicy marnują swoje ziemskie życie na bycie dobrym". A jest jeszcze coś takiego jak moralność. Czy twoim zdaniem bycie dobrym jest w jakiś sposób nieodpowiednie?

    OdpowiedzUsuń
  26. Hm, myślę, ze nie o to jej chodziło. Ateiści też mają moralność, często są baardzo wrażliwi, Kedholt ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Tak wiem, ale musiałem się czepić. Znam kilku ateistów, różne osoby - różne charaktery.

    OdpowiedzUsuń
  28. przyzwyczaiłam się do czepiania.
    najwyraźniej muszę dokładniej pisac o co mi chodzi, specjalnie dla Ciebie Kedholt, wtedy nie będziesz miał się niestety do czego przyczepic. Chyba że znajdziesz to na siłę ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Hehe, mnie też się czepiała Poetycka za jedno, małe "tylko" :D Choć po pewnej rozmowie chyba moje grono przyjaciół się kurczy...

    OdpowiedzUsuń
  30. Poprawiłabym to tak: "obsesyjni katolicy marnują życie na bycie dobrym w definicji większości księży, czyli za bycie dobrym uważają m.in. homofobię, nieczytanie Harry'ego Pottera, nieoglądanie gwiezdnych wojen, nienoszenie żelu na włosach".

    OdpowiedzUsuń
  31. oj sechmet, nie trzeba byc obsesyjnym katolem żeby wierzyc bezwarunkowo w to co mówi ksiądz.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale to jest krytyczne podejście. Carny jest zły, długie włosy są złe, to co jest dobre? W ten sposób patrząc widzisz tylko złe cechy... ja np. mam długie włosy, chodzę zazwyczaj na czarno, ale jakoś nikt mi nie powiedział, że katolikowi nie wypada tak.

    OdpowiedzUsuń
  33. Cóż, jestem katoliczką i uwielbiam Harrego Pottera, nie przepadam za żelem, fakt, ale raczej dla tego, że kojarzy mi się z tandetą ;D Homofobia chyba nie u mnie. Gwiezdne wojny akurat nie moja bajka. xD

    OdpowiedzUsuń
  34. Kedholt, ja chodzę na czarno i przez ponad połowę napotkanych katolików nazywana jestem satanistką.
    za mało "dobrych" katolików chyba spotkałam na swojej drodze.

    OdpowiedzUsuń
  35. Tak mi się wydaje właśnie... ja staram się nie oceniać ludzi po pozorach, bo jak wiadomo - mylą.

    OdpowiedzUsuń
  36. nie zawsze mylą niestety.
    chociaż staram się też tego nie robic, bo kiedyś denerwowało mnie jak ludzie oceniali tak mnie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mnie irytuje, jak "koksy" z mojej klasy ględzą mi "ostrzygłbyś się, ogoliłbyś się, a nie jak jakiś 'szatanista' chodzisz". I co? Olać kmiotów.

    OdpowiedzUsuń
  38. ruda - obsesyjny katol to według mojej definicji właśnie człowiek, który wierzy we wszystko, co powie ksiądz, nie przemyślawszy tego. Katolik raczej przemyśli, z niektórymi rzeczami się zgodzi, z niektórymi nie. Jak normalny człowiek, bo katolik to też normalny człowiek.

    Ale mam lagi, kurwa. ._.

    OdpowiedzUsuń
  39. olac kmiotów... łatwo powiedziec. Jeśli tylko mówią, bo jak któryś przypierdala w twarz to trudno to olac ;P
    a normalnosc jest pojęciem względnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Masz racje, kmiot, a kiep to rzeczywiście nie to samo. Ale no cóź, pełno jest takich śmieci, którzy za nic mają wszelkie autorytety, a ich głównym celem życia jest wódka i cygary. Ja na szczęście zostawiłem za sobą to co było w gimnazjum i wystartowałem z czystą kartą. Plusem jest to, że ci idioci nie gadają ze mną, a mi to pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  41. No, no, mądrzę się rozwija dyskusja, mądrze. ;D A to wszystko dzięki mądrym postom :D Nie, no żartuję... Co do kmiotów, to: http://kwejk.pl/obrazek/684712/gardz%C4%99,plebsem.html i tego się trzymajmy, ludzie.
    Niektórzy po prostu żyją nastawieni na tylko i wyłącznie łatwe i szybkie przyjemności, a moralności w tym zero.

    OdpowiedzUsuń

Żaden spam nie przeżyje. Każdy będzie uśmiercany.
Nie, nie zaobserwujemy. Nie, nie skomentujemy nowego posta.